Znak rozpoznania jest wszystkim tym, co pokazujemy i mówimy innym, ale również sobie.

Gesty i słowa, czyli znaki, które znaczą

Artykuł autorstwa Katrzyny Kanieckiej, opublikowany w NEWSWEEK PSYCHOLOGIA DZIECKA NR 2/2021.

Każde dziecko pragnie być zauważone. Dając mu znak rozpoznania, przekazujemy sygnał: „wiem, że istniejesz, zauważam cię”. Dzieci potrzebują od nas dostać takich znaków jak najwięcej. Jakie znaki sprawią, że będą czuły się akceptowane, wspierane i docenione?

Usłyszany komplement, zaobserwowany uśmiech lub wymowny grymas oznaczają, że dostrzeżono nasze istnienie. Znak rozpoznania jest wszystkim tym, co pokazujemy i mówimy innym, ale również sobie. Znak pozytywny (miły gest, słowa uznania) w zamiarze przekazującej go osoby ma być przyjemny, stoi za nim pozytywna intencja. Z kolei znak negatywny (słowa krytyki lub sytuacja, gdy ktoś skrzywi się na nasz widok) odbierany jest jako trudny i nieprzyjemny, czasami, choć nie zawsze, skrywa się za nim intencja zła.

Najgorsza jest obojętność

Skoro znaki pozytywne sprawiają, że czujemy się dobrze, a negatywne, że źle, ludzie powinni poszukiwać pozytywnej stymulacji, a unikać negatywnej. Tymczasem kierujemy się inną zasadą: jakikolwiek znak rozpoznania jest lepszy niż żaden. Zgodnie z nią, chcąc zaspokoić głód bodźców, sięgamy zarówno po pozytywne, jak i negatywne znaki. Pomimo, iż te ostatnie są dla nas przykre, wolimy je niż przerażającą nas możliwość ich pozbawienia. Nastolatek zachowujący się w sposób, który prowokuje krytykę, być może jako dziecko przykuwał uwagę tylko wtedy, gdy przekraczał granice i był nieznośny. Brakowało mu pozytywnych znaków rozpoznania, znajdował więc sposoby na otrzymanie chociaż tych negatywnych. Trudno się dziwić, że aktualnie łatwiej mu jest się odnaleźć w społecznych relacjach, gdy występuje z pozycji osoby „zbierającej cięgi”.

Bezwarunkowe i warunkowe

Znaki rozpoznania można również podzielić pod względem tego, czy dotyczą naszego istnienia, czy zachowania. Pierwsze z nich są bezwarunkowe: mamy określony stosunek do kogoś – wspieramy go i kochamy lub nie znosimy- niezależnie od tego, co ta osoba robi. Druga grupa to znaki warunkowe – dajemy je innym dlatego, że zachowują się w określony sposób. Dzięki pozytywnym bezwarunkowym znakom rozpoznania doceniamy i uznajemy czyjeś istnienie bez żadnych warunków. Powiedzenie komuś: „kocham cię”, „jesteś dla mnie ważna”, „dobrze jest mieć cię przy sobie”, ale także przytulenie się do drugiej osoby lub pamiętanie o jej urodzinach to przykłady takich znaków. Dzieci potrzebują ich jak najwięcej. Dzięki nim czują się akceptowane, kochane i wspierane. Mogą budować stabilną samoocenę oraz poczucie pewności siebie.

Z kolei obdarzając drugiego człowieka pozytywnym warunkowym znakiem sygnalizujemy, że doceniamy go za coś, co zrobił. Dzieje się tak np. gdy z aprobatą kiwamy głową słuchając wypowiedzi dziecka, chwalimy przygotowaną przez nie potrawę lub komplementujemy jego ubranie. Przekazywanie znaków tej kategorii wspiera budowanie przez młodego człowieka poczucia kompetencji oraz pomaga mu ufać dokonywanym przez siebie wyborom. Uczy, co jest dobre i jakie zachowania są nagradzane. Dzieci testują różne sposoby działania, by się przekonać, które z nich dostarczą im takich znaków rozpoznania, jakich potrzebują. Jeżeli jakieś zachowanie okaże się skuteczne, zaczynają je powtarzać. Za każdym razem, kiedy dzięki niemu uzyskają pożądany przez siebie sygnał, ich skłonność, by w przyszłości zachowywać się w ten sposób, będzie coraz silniejsza.

Znaki jak piętno

Młody człowiek potrzebuje sygnałów potwierdzających jego istnienie. Jeżeli rodzice nie dają mu zbyt wielu pozytywnych bezwarunkowych znaków, a chętnie obdarzają warunkowymi, uwewnętrzni on w sobie konieczność starania się o bycie dostrzeżonym. Wówczas jego samoocena będzie warunkowa – zależeć będzie od osiągnięć i czyjegoś uznania.

Przekazując negatywny warunkowy znak rozpoznania sygnalizujemy, że nie podoba nam się to, co ktoś robi lub mówi. Takie sygnały uczą dzieci, jakie zachowanie nie jest akceptowane oraz pomagają rodzicom w wyznaczaniu granic. Ważne jest jednak, aby łączyć je z pozytywnymi znakami. Dla młodego człowieka będzie to oznaczać, że rodzice go kochają oraz wspierają, nawet jeśli nie aprobują tego, jak się zachował. Młoda kobieta w rozmowie z psychologiem wspomina o ogromnej ilości negatywnych warunkowych znaków rozpoznania, z jakimi kojarzy swoje dzieciństwo. Mama na każdym kroku dawała jej odczuć, że robi coś źle lub niewystarczająco się stara. Z kolei momenty, gdy słyszała pochwałę od matki zdarzały się bardzo rzadko, a z czasem zaczęły stanowić dla niej brzemię – wywołując przekonanie, że powinna pokazać, że zasłużyła na ciepłe słowa lub gesty, jakoś je „spłacić”. W dorosłym życiu wysyłane jej przez otoczenie pozytywne sygnały są dla niej obce i nienaturalne. Wspomina o rozczarowaniu samą sobą i ogromnym lęku: „boję się wykonać jakiś ruch”, „jak mam spełnić te wszystkie wymagania, które w sobie noszę?”

Istnieją jeszcze bezwarunkowe negatywne znaki rozpoznania, ich przykłady to słowa: „nie lubię cię”, „jesteś beznadziejny” lub odwracanie się do kogoś plecami, gdy do nas mówi. Dziecku, które jest nimi obdarzane, niezwykle trudno zbudować stabilną samoocenę oraz poczucie sprawstwa. Osoby, które miały szczególnie trudne dzieciństwo mogą „zdecydować”, że uznawanie jakichkolwiek znaków rozpoznania jest niebezpieczne. W konsekwencji odrzucają jakikolwiek przejaw sympatii lub uznania.

Każdy z nas ma swoje preferencje w kwestii znaków rozpoznania. Ktoś, dla kogo te warunkowe były najbardziej dostępne w dzieciństwie, zapewne myśli o sobie: „jestem w porządku, jeśli się staram, dobrze się uczę, ładnie wyglądam…” – ta lista warunków do spełnienia zdaje się nie mieć końca. Nastolatek borykający się z epizodem depresyjnym wspomina, że momenty, gdy jest zadowolony z siebie przeżywa niezwykle rzadko – tylko wówczas, gdy wykona jakieś zadanie, kiedy do czegoś się zmusi. Niestety, satysfakcja trwa tylko chwilę i nie przynosi ulgi w jego bólu psychicznym i pustce, jakiej doświadcza. Dziewczyna chorująca na anoreksję opowiada podczas sesji psychoterapii, że od kiedy pamięta, nosi w sobie przekonanie: „żeby inni mnie lubili, muszę być szczupła”. Wyobrażała sobie, że gdy schudnie będzie szczęśliwa, idealna sylwetka miała jej pomóc w uzyskaniu pozytywnych warunkowych znaków rozpoznania. Myślała, że gdy ludzie ją polubią, ona polubi siebie.

“Młody człowiek potrzebuje sygnałów potwierdzających jego istnienie. Jeżeli rodzice nie dają mu zbyt wielu pozytywnych bezwarunkowych znaków, a chętnie obdarzają warunkowymi, uwewnętrzni on w sobie konieczność starania się o bycie dostrzeżonym. Wówczas jego samoocena będzie warunkowa – zależeć będzie od osiągnięć i czyjegoś uznania.”

K.Kaniecka

Rodzice od dawania znaków

Ważne, by rodzic zastanawiał się nad tym, jak często daje dziecku pozytywne znaki rozpoznania. Jeśli zauważy, że robi to rzadko, powinien zapytać siebie, jakie przekonania mu w tym przeszkadzają. Może myśli: „przecież moje dziecko wie, że je kocham” albo „od tych pochwał jeszcze mu się w głowie poprzewraca”. Jakby istniała jakaś pula znaków, która może się wyczerpać. Nastoletnia pacjentka podczas rozmowy z psychologiem wspomniała, że dopiero, gdy mama dowiedziała się o jej myślach samobójczych, zaczęła przytulać ją i mówić, że ją kocha. Ta dziewczyna wielokrotnie podczas sesji psychoterapii mówiła o nienawiści do siebie, nazywała siebie głupią i bezwartościową. Zauważyła, że gdy ktoś docenia jej talent do nauki języków obcych, grę na instrumencie lub inteligencję, ona nie potrafi „tego” uwewnętrznić. Usłyszane słowa obraca w żart lub pomniejsza ich znaczenie: „jak mam je wziąć, skoro zupełnie nie pasują do mojego obrazu siebie?”

To od swoich opiekunów dzieci uczą się, jak przyjmować znaki rozpoznania. Obserwują, jak rodzice reagują na komplementy, ale też na krytykę. Ważne, by zachęcali dziecko do otwartości i uważności na znaki mające dobrą intencję, zarówno bezwarunkowe, jak i warunkowe.
Z nastolatkiem należy rozmawiać o jego gotowości do przyjmowania konstruktywnie udzielanych negatywnych warunkowych znaków oraz o jego prawie do odrzucania tych, których nie chce, szczególnie bezwarunkowych negatywnych, takich jak przejawy złośliwości i wrogości ze strony innych.
Niestety, dzieci często dowiadują się od swoich opiekunów, że znaki rozpoznania, o które trzeba zabiegać, nie mają znaczenia. Otóż nic bardziej mylnego. Jeśli pragniemy zostać przytuleni, możemy o to poprosić – to przytulenie nie traci na wartości tylko dlatego, że wyraziliśmy potrzebę, by je otrzymać.

Dzieci należy też uczyć, że znaki rozpoznania mogą dawać same sobie. Łatwiej to będzie robić rodzicowi, który myśli o sobie: „jestem w porządku”, „robię dobrą robotę”, „jestem fajnym tatą”. Oczywiście to brzmi dla wielu z nas jak ogromne wyzwanie, gdyż dużo większą siłę ma często ten wewnętrzny głos, którym wyrzucamy sobie wszystko, co poszło nie tak. Dziecku, które słyszy od mamy lub taty: „przestań się popisywać”, „niegrzecznie jest się przechwalać” prawdopodobnie w dorosłym życiu będzie trudno samego siebie pochwalić. Pacjenci kończący psychoterapię mówią: „pierwszy raz pomyślałam, że jestem wyjątkowa”, „dobrze mi bez tego głosu z tyłu głowy, że coś robię nie tak”, „nie muszę przez ciągłe staranie się udowadniać, że jestem fajny”, „zrozumiałam, że moje oceny mnie nie definiują”. Ci młodzi ludzie zrozumieli, że mogą sami dla siebie być źródłem pozytywnych znaków rozpoznania, a negatywne znaki, jakie dają im inni, poddawać refleksji i decydować, które z nich będą mieć dla nich znaczenie.

O autorce

Katarzyna Kaniecka – psycholog, pedagog. Prowadzi psychoterapię indywidualną nastolatków i osób dorosłych oraz konsultacje dla rodziców. Wiedzę i umiejętności terapeutyczne pogłębia w szkole psychoterapii w nurcie analizy transakcyjnej. Przygotowuje się do uzyskania europejskiego certyfikatu analityka transakcyjnego w obszarze psychoterapii. Swoją pracę poddaje regularnej superwizji. W obszarze jej zainteresowań znajduje się pomoc pacjentom z zaburzeniami odżywiania. Interesuje ją szeroki kontekst tych problemów, począwszy od relacji rodzinnych, poprzez uwarunkowania społeczno-kulturowe, aż po indywidualne predyspozycje osobowościowe. Współpracuje z „Newsweek Psychologia”.